
Twoje hormony potrzebują oddechu, czyli moc jogi hormonalnej
2026-05-07Autorka: Basia Świderska
To była przerwa, którą zrobiłam intencjonalnie. Tym razem nie wyrwały mnie z rutyny choroby moje czy moich dzieci i ciągnące się tygodniami infekcje. Potrzebowałam odsunąć się od świata, który nieustannie domaga się mojej uwagi. Paradoksalnie, na chwilę przed tą decyzją, czułam się, jakbym była …chora. Tylko, że chora od przeciążenia i stymulacji.
Na chwilę przed tą pauzą, zauważyłam rzeczy, których wcześniej nie widziałam. Jak trudno jest dokończyć jedną czynność, nie sprawdzając czegoś jeszcze. Jak łatwo pomylić bycie zajętą z robieniem tego, co naprawdę jest dla mnie ważne. I, to co najbardziej mnie uderzyło, jak często odruchowo sięgam po telefon.
Nie potrzebowałam długo szukać, co najbardziej kradło moją uwagę.
Kilka tygodni temu odinstalowałam Instagram z telefonu. A kilka dni temu, zrobiłam to samo z aplikacją Facebooka na telefonie. Nadal będę tam obecna, bo nadal chcę dzielić się wiedzą, zapraszać na kursy i pisać o uważności. Chcę jednak robić to na własnych zasadach.
Ta decyzja dojrzewała we mnie od dawna i przyszła z bardzo prostego powodu. Pewnego wieczoru, siedząc sobie wygodnie na kanapie z telefonem w ręce – znacie to?, oglądałam rolki o tym, jak lepiej planować posiłki na kolejne dni.
Pełna inspiracji. Wyobrażałam sobie, że ja też zacznę tak robić i wtedy odzyskam czas, który przeznaczam na gotowanie. Byłam przekonana, że właśnie robię coś pożytecznego. Odzyskany czas z gotowania, przeznaczyłabym na czytanie, pisanie lub (tutaj wstaw aktywność, którą kochasz, ale nie masz na nią czasu).
A potem, na tej wspomnianej kanapie, zauważyłam ile czasu już tak jestem w „pożytecznym” działaniu. „Inspirowałam się” rolkami o planowaniu posiłków 40 minut. Od razu przyszła kolejna myśl. Przecież przez te czterdzieści minut mogłabym już przygotować te posiłki. Ten moment był jak otrzeźwiający prysznic. Zobaczyłam wtedy, jak łatwo można pomylić poczucie działania z działaniem.
Ten tekst nie jest manifestem przeciwko mediom społecznościowym. Nie usunęłam aplikacji Instagrama i Facebooka z telefonu dlatego, że uważam je za złe. Sama od lat prowadzę swoją działalność w Internecie i wiem, ile dobra można tam znaleźć. Poznałam też dzięki niemu wspaniałych ludzi i nie zamierzam z niego całkowicie znikać.
Problem był gdzie indziej. Zorientowałam się, że coraz trudniej było mi korzystać z mediów społecznościowych w sposób, który wspierałby moje zdrowie psychiczne. Zamiast świadomie decydować, kiedy chcę tam wejść i po co, coraz częściej łapałam się na tym, że robię to odruchowo. Co gorsza, zostawałam tam znacznie dłużej, niż planowałam. W pewnym momencie przestało chodzić o ciekawość czy inspirację. Coraz częściej miałam poczucie, że to nie ja decyduję o tym, ile czasu tam spędzam.
To nie był jedyny powód tej decyzji.
Ostatnie miesiące były dla mnie zawodowo trudne. W marcu rozpoczęłam współpracę z Olą, która pomaga mi prowadzić konto na Instagramie. Włożyłyśmy w to naprawdę dużo pracy. Powstało mnóstwo wartościowych materiałów, rolek i postów. Tym razem również miałam ciekawą obserwację. Im więcej czasu i energii poświęcałam mediom społecznościowym, tym częściej towarzyszyło mi poczucie frustracji. Efekty były niewspółmierne do wysiłku.
Poczułam wtedy, że chciałabym być obecna w Internecie w inny sposób. Nie przestać tworzyć i zniknąć. Wręcz przeciwnie. Poczułam, że chciałabym wrócić do tego, co zawsze było mi najbliższe.
Do pisania.
Do dłuższych tekstów. Do bloga. Chciałabym być w przestrzeni, gdzie przekaz raz, czy dwa razy w miesiącu jest OK! Do formułowania moich myśli w taki sposób, aby nie musiały zmieścić się w trzydziestosekundowej rolce. Chcę być bliżej ludzi poprzez tekst, a nie poprzez algorytm.
Od kilku tygodni coraz częściej zadaję sobie również to pytanie: „Kto lub co tak naprawdę decyduje o tym, na czym skupiam moją uwagę?”.Wtedy przypomniałam sobie książkę, którą czytałam trzy czy cztery lata temu. Wyloguj swój mózg Andersa Hansena. Zdjęłam ją z półki, zaczęłam ją przeglądać i czytać wybrane rozdziały jeszcze raz. Chciałam zrozumieć, dlaczego po odinstalowaniu mediów społecznościowych z telefonu, poczułam tak wyraźną zmianę.
To, co przeczytałam, uświadomiło mi, że moje doświadczenie wcale nie było wyjątkowe. Anders Hansen opisuje coś, o czym coraz częściej mówią również neuronaukowcy i psychologowie. Nasz mózg nie zmienił się znacząco od tysięcy lat, a w ciągu zaledwie kilkunastu ostatnich lat został wrzucony w rzeczywistość, do której nie zdążył się przystosować.
Jeszcze nigdy w historii nie byliśmy otoczeni taką liczbą bodźców. Powiadomienia, wiadomości, rolki, reklamy, nagłówki, filmy. Jesteśmy prze-stymulowani, bo każdy bodziec walczy o kilka sekund naszej uwagi. Dzieje się tak, bo od naszej uwagi zależy dziś ogromna część internetowego biznesu.
Czytając książkę, zaczęłam zgłębiać temat, który dziś określa się mianem ekonomii uwagi i który jednym zdaniem można opisać:
„Bogactwo informacji powoduje ubóstwo uwagi.”
Współczesny świat nie konkuruje już tylko o nasze pieniądze. Coraz częściej konkuruje o coś znacznie cenniejszego.
O naszą uwagę.
Mając Wyloguj swój mózg w ręce, co chwilę łapałam się na myśli: „To przecież o mnie.”
Jednym z najbardziej poruszających odkryć było dla mnie to, że telefon wcale nie musi zadzwonić ani wyświetlić nowego powiadomienia, żeby wpłynąć na nasze samopoczucie. Często wystarczy sama jego obecność. Świadomość, że za chwilę może wydarzyć się coś nowego, sprawia, że nasz mózg pozostaje w stanie ciągłej gotowości.
To nie jest kwestia silnej woli. To sposób, w jaki działa nasz układ nerwowy. Ewoluowaliśmy w świecie, w którym nagła zmiana mogła oznaczać zagrożenie albo szansę na przetrwanie. Dzisiaj zamiast szelestu w krzakach mamy dźwięk powiadomienia. Mózg reaguje jednak tym samym mechanizmem – kieruje uwagę tam, gdzie dzieje się coś nowego.
Kiedy uświadomiłam sobie ten mechanizm, przestałam mieć do siebie pretensje. Zamiast pytać: „Dlaczego tak często sięgnęłam po telefon?”, zaczęłam pytać: „Jak mogę stworzyć sobie środowisko, w którym będzie mi łatwiej kierować uwagę tam, gdzie naprawdę chcę?”
Moje rozważania poszły jeszcze o krok dalej. Myślałam o tym, że od ponad dziesięciu lat praktykuję medytację uważności i nieco krócej uczę redukcji stresu metodą mindfulness. Przez ten czas wielokrotnie opowiadałam uczestnikom kursów, że praktyka uważności pomaga regulować układ nerwowy, poprawia koncentrację i uczy świadomie kierować uwagą.
Dopiero teraz uderzyło mnie jednak coś jeszcze. Być może jednym z największych wyzwań współczesnego człowieka nie jest nauczyć się medytować. Być może najpierw trzeba odzyskać możliwość świadomego decydowania o tym, komu i czemu oddajemy swoją uwagę.
Uważność nie jest dziś luksusem. Nie jest też sposobem na „lepszą produktywność”. W świecie, który nieustannie walczy o każdą sekundę naszej uwagi, staje się jedną z najbardziej podstawowych form dbania o zdrowie psychiczne.
Od kilku tygodni obserwuję jak ta zmian przekłada się na moje codzienne życie. Nie obudziłam się następnego dnia z poczuciem, że właśnie odzyskałam kontrolę nad swoim życiem. Nie stałam się bardziej produktywna, ani nie zaczęłam wykorzystywać każdej wolnej chwili.
Zaczęły dziać się rzeczy dużo bardziej zwyczajne. Coraz częściej przygotowywałam świeże posiłki zamiast oglądać filmy o ich przygotowywaniu. Łatwiej było mi usiąść do pisania. Miałam więcej cierpliwości dla chłopców i przestrzeni, aby z Nimi naprawdę być. Coraz rzadziej łapałam się na tym, że moje myśli uciekają w pięć różnych stron jednocześnie.
Całkiem niedawno, wydarzyła się jeszcze jedna ważna rzecz. Zupełnie nieplanowanie obejrzałam film The Social Dilemma. Chciałam zobaczyć go od kilku lat, ale jakoś nigdy nie było po drodze. Oglądałam go już z zupełnie innego miejsca niż przypuszczałam. Nie siedziałam przed ekranem z myślą: „Muszę coś zmienić.” Przez cały film wracała do mnie raczej myśl: „Jak dobrze, że już to zrobiłam”.
Nie wiem, czy za kilka miesięcy ponownie zainstaluję media społecznościowe na telefonie. Być może tak. Ten tekst nie jest przecież o tym, aby tego nie robić. Jest o czymś znacznie ważniejszym.
O odzyskiwaniu prawa do decydowania, komu i czemu oddaję swoją uwagę.
Coraz częściej myślę, że właśnie tego uczy mnie praktyka uważności. Nie życia bez technologii. Ale życia, w którym to ja świadomie wybieram, gdzie i jak chcę być obecna.
Na koniec chciałabym zostawić Cię z jednym pytaniem. Moją intencją nie jest sprawdzenie Twojej silnej woli, ani zachęcanie Cię do natychmiastowych zmian. Jest nią ciekawość.
Czy potrafisz jeszcze usiąść przez kilka minut, nie sięgając odruchowo po telefon?
Wierzę, że sposób, w jaki i gdzie kierujemy swoją uwagę, staje się sposobem, w jaki przeżywamy własne życie.
O autorce
Nazywam się Basia Świderska. Jestem certyfikowaną nauczycielką mindfulness, superwizorką i trenerką programów MBSR oraz Uważnej Komunikacji. Od 2015 roku uczę, jak wracać do siebie – z uważnością, łagodnością i realnym wpływem na to, jak przeżywamy nasze życie.
Regularnie prowadzę m.in. 8-tygodniowe kursy redukcji stresu MBSR w Ayla Dom Kobiet.
Z radością będę Ci towarzyszyć. Jeśli chcesz dołączyć, zapraszam z całego serca.
Aby zapisać się na kurs, wypełnij ten formularz: https://tinyurl.com/MBSRod11sierpnia.
Kontakt do prowadzącej: kontakt@studiobemindful.pl lub 509 194 197.

